Ostatnie lekarstwo


Ostatnie lekarstwo | NOWAK.men
Ostatnie lekarstwo | NOWAK.men | Pixabay.com
Bóg jest dawcą życia. On niczego nie robi bez powodu. Skoro urodziłaś się, to znaczy, że jesteś Mu potrzebna. I nie ważne, co świat o tym sądzi. 

Jeśli jesteś osobą wierzącą, to wiesz, że celem nie jest życie tu na ziemi. To tylko pewien okres czasu, na przygotowanie się do spotkania. Gdybyś była gotowa, Bóg od razu zabrał by cię do siebie. Skoro jednak żyjesz, to znaczy, że jest ci to jeszcze potrzebne. Dziękuj, że ciągle masz taką szansę.

Rodząc się zostałaś wrzucona w czas. Wszystko, co jest z nim związane, niestety przemija. Domu, który twój dziadek budował, nie opłaca się już remontować. Jego czas powoli się kończy. Po twojej śmierci wnuki wjadą tu buldożerami, aby zrobić miejsce na nowy. Na swój dom. A pamiętasz tych wszystkich aktorów i śpiewaczki za którymi tak szalałaś, gdy byłaś młoda? Cały świat ich podziwiał. Dziś twoje dzieci nawet imion ich nie znają. Wszystko przemija.

Jeśli nie boisz się prawdy o sobie, to widzisz, że i z tobą zaczyna dziać się to samo. Odkąd zdrowie nie pozwala ci pracować tyle, co dawniej, możesz mieć wrażenie, że przestajesz być światu potrzebna. Dzieci już same sobie radzą. Niby potrzebują cię do wnuków, ale tobie nie o taki kontakt chodzi. Przyjaciółki z którymi dawniej tak często się odwiedzałyście, dzwonią już coraz rzadziej. Nawet z wnukami nie radzisz sobie tak dobrze, jakbyś chciała. Jakieś te dzisiejsze dzieci inne, niż te dawniej...

Poza tym, od dłuższego czasu jedzenie traci swój smak. Zawsze miałaś ukryte w szafce trochę słodyczy, gdyby naszła cię ochota. Chyba dawno już tam nie zaglądałaś? Zjesz byle co i też jest dobrze. Jeszcze całkiem niedawno serialowa rodzina, co wieczór poprawiała ci humor, a dziś wolałaś pobyć sama. To wszystko tam tak szybko się dzieje. To już nie na twoją głowę. Nie chciało ci się nawet włączać telewizora. Wolałaś posiedzieć. Sama. Światła też nie zapalałaś, bo po co...

Właśnie, posiedzieć… Dawniej śmiali się, że pięć minut w miejscu pobyć nie potrafisz, a ostatnio coraz częściej zatapiasz się w sobie. Niby z zewnątrz nic się nie dzieje. Siedzisz, cisza, spokój, nieruchomość. Wczoraj jednak zdarzyło ci się cicho westchnąć. Dziwne, prawda? Przecież obok nikogo nie było. Ale ty wiesz, to przez te myśli. Wracają. Te same, co kiedyś. Teraz jednak nie odrzucasz ich już tak szybko. Przyglądasz im się. Boisz się tego, co powiedzą, ale czujesz, że powinnaś się na nie zgodzić. I zaczyna się: Czy ja dobrze wychowałam dzieci? A jeśli mąż faktycznie pił przeze mnie? Kto się mną zajmie, jak nie dam rady wstać z łóżka? A właśnie, leki dziś wzięłam? Po co ja głupia się wtedy odezwałam? Boże, tyle życia zmarnowane...

Z letargu wyrwał cię chłód. Dawniej, zimą, w samej koszulce potrafiłaś wybiec z domu, gdy jeszcze toaleta była za stodołą. Teraz masz na sobie dwie bluzki i sweter od siostry, a tobą i tak dalej trzęsie. A może to z nerwów?

O czwartej, jak zawsze, nie możesz już spać. Ale nie wstajesz. Lubisz ten spokój. Lepiej ci się wtedy myśli. Patrzysz na swoje życie i jakoś nie czujesz jeszcze satysfakcji. Te babcie z reklam takie szczęśliwe i rozpromienione, a ty ciągle masz w sercu kawałek pustki. Nic się tam nie da włożyć. Masz wrażenie, że gdybyś znalazła ten element, układanka twego życia nabrałaby sensownej całości. A tak, ludzie i wszystko co się w życiu działo jest jakieś takie rozproszone, każde w swoją stronę. Jak tabletki niechcący rozsypane na stoliku. Chciałoby się je zebrać i wyznaczyć z powrotem ich miejsce w pojemniczku.
A właśnie, lekarstwa wzięłam? Za wcześnie. Może w radiu powiedzą, która godzina? O, Koronka… To mnie uspokaja. Nigdy nie myślałam, że słuchanie tego samego w kółko może mnie tak nastrajać.

Właśnie… “Dla Jego bolesnej męki, miej miłosierdzie dla nas...”. Mój chłop do dziś tego pojąć nie może! Zaraz, zaraz... jak ja to mu tłumaczyłam? “Miej miłosierdzie dla męki Jezusa?” 
Nie… 
“Miej miłosierdzie, bo Jezus męki przeżywał?” 
Też nie… No właśnie, Jezu, jak to było…

I nastała cisza... Długa cisza… Ale nie taka zewnętrzna, jak zawsze. Cisza, którą w serce wlewa Bóg. Może to zrobić jedynie, gdy choć na chwilę oderwiesz swoje myśli od siebie, a skupisz się na Nim. Gdy przestaniesz Go zasłaniać sobą i dopuścisz do głosu. Wtedy wyjaśni ci wszystko, co o swoim życiu powinnaś wiedzieć.

Nie zdziw się jeśli od takich momentów, z czasem twój świat obróci się do góry nogami. To, co do tej pory uważałaś za najważniejsze, straci na wartości, a zapragniesz tego, przed czym uciekałaś:

1. Uświadomisz sobie, że gdyby nie starość, której tak nienawidzisz, najprawdopodobniej nigdy nie znalazłabyś czasu, aby na chwilę przed śmiercią się zatrzymać. Poczujesz wdzięczność, że Jezus ochronił cię przed samą sobą. Zrozumiesz, że starość jest ostatnim lekarstwem dla duszy. Trzeba być wdzięcznym za to lekarstwo, przyjąć je i pozwolić mu działać.

2. Przestaniesz się martwić, że niewiele już możesz zrobić. Odkryjesz nową formę aktywności - aktywność w świecie duchowym. Dotrze wreszcie do ciebie, że tylko dobra duchowe są wieczne, a przez to nie tracą na wartości. Zaczniesz je gromadzić, dla siebie, a szczególnie dla bliskich. Wiesz doskonale, że obecnie masz do tego najlepsze warunki. Masz czas na modlitwę i dużo cierpień do ofiarowania.

3. Przestaniesz się martwić o przyszłość. Na tym etapie rozumiesz już, że niezależnie od tego, co cię jeszcze w życiu spotka, i tak na koniec wrócisz do Domu, do Jezusa.

PS: 
Bądź wdzięczny Bogu, kiedy widzisz starsze osoby idące do kościoła. Ich droga jest kilka razy dłuższa, niż twoja. Najprawdopodobniej, nawet nie uświadamiasz sobie, jak wielkie rzeczy dzieją się w ich sercach. Nie daj się zmylić pomarszczoną skórą i niemodnym już krojem palta… 

Artykuł ukazał się miesięczniku Posłaniec św. Teresy, nr 8 (219) 2016.
  • Komentarze Google
  • Komentarze Facebook

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Item Reviewed: Ostatnie lekarstwo Rating: 5 Reviewed By: NOWAK