Nie drwij z Boga!

Nie drwij z Boga | NOWAK.men | Pixabay.com
Byłem niedawno na weselu mojego kolegi. Zauważyłem, jak wiele osób, które chwilę wcześniej przystępowały na ślubie do Komunii, po wyjściu z kościoła, praktykuje zabobony. Dowiedziałem się np., że panna młoda powinna mieć buty z zakrytymi palcami, bo inaczej "szczęście ucieknie". Zastanawiam się jak to jest, że osoby wierzące, tak łatwo ulegają różnym przesądom?

Z religijnego punktu widzenia wiara w zabobony jest grzechem przeciwko pierwszemu przykazaniu Bożemu. To nie czarny kot, piątek trzynastego, czy też wzięcie ślubu w maju wyznacza twoje życie osobiste, małżeńskie, lub zawodowe. Bo jakiż związek z twoim szczęściem ma to, że chwycisz się za guzik widząc kominiarza? Albo wierzysz, że Bóg jest wszechmocny i codziennie otacza cię swoją miłością, albo wierzysz, że to czarny kot, lub kominiarz zdecydują o twoim losie. Na początek kilka przykładów, które jaśniej ukażą wartość merytoryczną tego, w co niektórzy wierzą:
  • Nie należy zawierać związków małżeńskich w maju, bo w nazwie tego miesiąca nie ma literki “r”. To przynosi pecha.
  • Nie żegnać się i nie witać w progu bo to również przynosi pecha.
  • Nie wracać do domu po zapomnianą rzecz, a jeśli już, to po powrocie należy usiąść na chwilę. Jak nie, to pech!
  • Deszcz w dniu ślubu zapowiada "opłakane życie".
  • Kobieta niezamężna nie powinna siadać w rogu stołu bo zostanie “starą panną”.
  • Nie obcinać włosów między studniówką, a maturą bo rozum można stracić.
  • Kobieta ciężarna nie powinna patrzeć na osoby brzydkie bo takie może urodzić się dziecko.
  • W domu zmarłego poodwracać taborety i zasłonić lustra, aby zmarły nie chciał zostać.
  • Jeśli kobieta w ciąży przestraszy się i chwyci za rękę, dziecko będzie miało w tym miejscu znamię na skórze.
  • Do dziecięcego wózka należy przypiąć czerwoną kokardkę, która będzie je chronić przed urokami i złymi spojrzeniami ludzi.
  • Jeśli dziecko zostanie zauroczone złym spojrzeniem, można to usunąć czyniąc na czole znak krzyża obsikaną pieluchą, lub przetrzeć jego twarz brudnymi kalesonami ojca.
  • Nie wolno ubierać niemowląt i dzieci na czarno, bo dziecko zachoruje i umrze.
  • Zakładanie czerwonej bielizny na studniówkę i maturę przynosi szczęście.
  • Zapalanie i stawianie w oknie gromnicy chroni dom przed piorunami.
Gratuluję tym, którzy podczas czytania nie parsknęli śmiechem. Przyznam niestety, że znam osoby w życiu których przewinął się już szerszy repertuar przesądów, niż ten przytoczony przeze mnie. Na pytanie o jakieś uzasadnienie, zawsze dostawało mi się po głowie, że “młody jestem i głupi, że teraz to ludzie wszystko nauką chcieliby wyjaśnić, a są na tym świecie rzeczy, których się nie da i koniec”. Jeśli jednak upór mój nie dawał za wygraną, jedynym argumentem, jaki udawało mi się wydobyć było: “Moja babka tak robiła, moja matka tak robiła i ja, na wszelki wypadek, też tak będę robiła. Zaszkodzić nie zaszkodzi, a jak pomoże, to dobrze. Ostrożności nigdy za wiele. Licho nie śpi.”
Przyznam, że postawa taka nie razi mnie u osób, które odeszły od Kościoła. Po pierwsze, oni podjęli już decyzję i mają prawo wierzyć sobie w co im się podoba, nawet w sprawczą moc nie pranych kaleson. Po drugie, rezygnując z tego, co o życiu i jego sensie powiedział nam Jezus, nie mają tak naprawdę logicznych sposobów na ułożenie i wyjaśnienie swojego życia. Trafnie ujął to Gilbert Chesterton: “Zło, że ludzie przestali wierzyć w Boga, nie polega na tym, że w nic nie wierzą, ale że gotowi są uwierzyć we wszystko”. Bardzo często, wiara w zabobony jest sposobem na usprawiedliwienie ludzkich niepowodzeń i porażek. Pozwala zepchnąć odpowiedzialność ze swojego lenistwa i niedbalstwa na koty, majowe małżeństwa i piątki trzynastego.

A dlaczego wiara w takie przesądy razi mnie u katolików? Ponieważ jest to grzech przeciw pierwszemu przykazaniu Bożemu. Praktykowanie zabobonów świadczy o niezrozumieniu swojej wiary i jest drwiną z kochającego Boga. Z tego trzeba się spowiadać, bo to oddziela nas od Jezusa. Jeśli jesteś katolikiem, to wiesz, że o twoim życiu i śmierci stanowi jedyny Bóg. Więc dziwię się, że wierząc w Niego, jednocześnie, taką samą "boską mocą", potrafisz obdarowywać czarnego kota, drabinę, lewą nogę, czy sól. Kiedy, choć na chwilę, zatrzymasz się i pomyślisz nad tym w co wierzysz, stwierdzisz, że twoje życie jest o wiele bardziej skomplikowane i na pewno nie jest wyznaczane przez takie banały, jak: "stłukło się lustro, teraz kilka lat nieszczęścia".

Zachęcam cię, aby swoje życie powierzyć Jezusowi. Z Nim, choć byś w piątek trzynastego, wśród stada czarnych kotów przechodził pod “rozkraczonym słupem”, zła się nie ulękniesz! (por. Ps 23,4)

A dla tych, którzy na “wszelki wypadek” nie chcą jeszcze rezygnować ze swoich przesądów, mam coś, trochę przekornego: Jeśli podeślesz ten artykuł pięciu bliskim Ci osobom, to w najbliższym tygodniu spotka Cię coś bardzo miłego. Jeśli tego nie zrobisz- bój się! Żadne kalesony ojca Ci nie pomogą...

Artykuł ukazał się miesięczniku Posłaniec św. Teresy, nr 9 (220) 2016.

  • Komentarze Google
  • Komentarze Facebook

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Item Reviewed: Nie drwij z Boga! Rating: 5 Reviewed By: NOWAK