Duchowe obżarstwo

Nie obżeraj się w życiu byle czym! Tylko Jezus jest pokarmem dającym życie wieczne! (Por. J6, 51-58)
Duchowe obżarstwo | Pixabay.com
Głoszenie Jezusa, pisanie o Nim, czy troska o sprawy Jego wspólnoty, może rodzić poczucie, że cały dzień przepełniony był klimatem wiary. Potrzeba tu dużo dojrzałości, aby roztropnie oddzielić to, co było tylko zajmowaniem się tematami wiary, od tego, co było rzeczywistym życiem wiarą. Pisanie tego artykułu, choćby zawierał w sobie najwznioślejsze myśli świętych, nie ma jeszcze nic wspólnego z moim życiem wiarą. Przecież oczytany, wcale nie równa się święty...

Osoby zafascynowane Panem Bogiem, często pogrążają się w czymś, co św. Jan od Krzyża nazywa duchowym obżarstwem. Kiedy człowiek uświadamia sobie, jak bardzo jest przez Boga kochany, odczuwa wielką radość i pokój. Pragnienie podtrzymania tego stanu, rodzi w nim potrzebę szukania nowych wrażeń duchowych, którymi będzie mógł się karmić. Być może nieświadomie, ale nie pragnie jeszcze Jezusa dla Niego samego, lecz dla darów, którymi On obdarza. Bardzo często zaczyna się wtedy słuchanie niezliczonych godzin konferencji, czytanie tomów pobożnych książek, interesowanie się tematyką egzorcyzmów, czy jeżdżenie po różnych spotkaniach z modlitwą o uzdrowienie. Człowiek taki przeczyta coś o św. ojcu Pio i wnet zafascynuje się jego bilokacją i stygmatami. A potem Medjugorie i Matka Boża Pompejańska, bo ponoć silniejsza od naszej Leśniańskiej! Może św. Szarbel coś pomoże, lub o. Dolindo bo modny ostatnio... Człowiek taki miota się, pragnąc nasycić się duchowymi pociechami, ale emocjami duszy napełnić się nie da. Przecież deszcz nie pada po to, aby była tęcza... 

Pamiętam taki czas, kiedy było u mnie widać przywiązanie do gadżetów religijnych. Lubiłem swoje stare, zniszczone Pismo Święte. Było takie wiele razy przeczytane, pozaznaczane, mądre z ręcznymi notatkami. A to nowe wydawało mi się jakieś takie, młode, niedojrzałe, trochę może "głupsze" od tego starego. Oczywiście, że wolałem czytać ze starego! Ale, czy tam było napisane co innego? 

A różaniec? Miałem taki po babci. Stary, wytarty. Normalnie relikwia! Już samo wyciągnięcie takiego sprzętu na spotkaniu modlitewnym, to był powód do dumy. Wszyscy pewnie myśleli, że ta eksploatacja, to moje długie godziny na kolanach? Niekoniecznie moje… 

Miałem też swoje ulubione miejsce w kościele. Nie za blisko ołtarza, nie za daleko. Piękny obraz na ścianie. Głośnik nie trzeszczy w ucho, a reflektor oświetlający figurkę Maryi nie raził po oczach. W innych miejscach nie czułem się tak dobrze i Msza wydawała mi się mniej udana. Czasami, jak ktoś pierwszy zajął moje miejsce, w głowie cisnęła mi się myśl: “ty tu nigdy nie siedziałeś, wszyscy wiedzą, że to moje miejsce!”. 

Lubiłem też przed snem poczytać trochę dobrej, pobożnej literatury. Ciepłe i wygodne legowisko, a w ręku książka, która myśl mą wznosiła wysoko, z dala od tych codziennych, szarych spraw. Do późnych godzin nocnych potrafiłem tak lewitować w tym pięknym świecie aniołów. Tylko, że po wylądowaniu, następnego dnia, w moim życiu nic się nie zmieniało… 

Na szczęście, w odpowiednim czasie, Pan Bóg postawił na mojej drodze mądrego kapłana. Ukierunkował mnie i pomógł zrozumieć, że wykorzystuję wiarę do zaspokajania swoich potrzeb. Jest mi po prostu dobrze i przyjemnie w takich stanach religijnego uniesienia. Nie rozwiązuję problemów, nie szukam ich źródła, tylko zagłuszam pozytywnymi emocjami związanymi z wiarą. Przypomniał, że prawdziwa miłość do Jezusa polega na szukaniu Jego woli i wypełnianiu jej w trudzie prawdziwej rzeczywistości. Szukaniu, nie w książkach i medytacjach, ale w moim, konkretnym, szarym życiu. Powiedział wprost: “Przestań uciekać! Skończ się upajać cudzą świętością, a zrób rachunek własnego sumienia”. Okropnie to zabolało! Czytanie o teorii wiary i świętości innych było proste i przyjemne. Grzebanie we własnym sumieniu - męczące, niewygodne i wymagało przyznania się do winy. Jednak takie stanięcie w prawdzie, pozwoliło mi poznać swoje prawdziwe, egoistyczne intencje praktyk religijnych. 

Dziś wcale nie przestałem czytać pobożnych książek. Jednak zamiast się nimi obżerać, próbuję raczej żyć w niedosycie. Różańca, co prawda już nie mam, ale odkryłem, że jak trzeba, to dziesięć palców też się świetnie sprawdza. A Pismo Święte czytam na telefonie, nawet, jak ktoś myśli, że w kościele bawię się smartfonem. Zauważyłem też ostatnio, że Jezus woli, abym wieczorem, zamiast “Drogi na górę Karmel” św. Jana, poczytał Świnkę Pepe, dzieciom... 

Zachęcam Cię, aby najbliższą spowiedź potraktować, jako okazję do odstawienia na bok tego, co najbardziej zasłania Ci Jezusa. Może to być nadmiar pracy, którym unikasz relacji z rodziną, może internet, który daje ci poczucie wolność, a może wymyślony przez ciebie sposób na życie i wiarę? 

Nie obżeraj się w życiu byle czym! Tylko Jezus jest pokarmem dającym życie wieczne! (Por. J6, 51-58)

Artykuł ukazał się miesięczniku Posłaniec św. Teresy, nr 2 (233) 2018.
  • Komentarze Google
  • Komentarze Facebook

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Item Reviewed: Duchowe obżarstwo Rating: 5 Reviewed By: NOWAK